Mit nowoczesnych technik umysłowych ujawniony!

Autor publikacji: , Data publikacji:

Czy zgadniesz jakie pytanie pojawia się zawsze na każdym moim szkoleniu? To pytanie jest trywialne, proste i zawsze każdy uczestnik szkolenia ma je w głowie. Jednak na nie właśnie nie znam odpowiedzi. To pytanie brzmi: "Dlaczego tego nie uczą w szkole?"

Wiedza jak działa mózg, w jaki sposób pamiętamy, jak czytać szybciej i uczyć się z przyjemnością jest podstawą i fundamentem sukcesu w każdej dziedzinie (to słowa znajomego milionera).

Jednak nikt w szkole nie uczy jak uczyć się na prawdę skutecznie - czytać szybciej i zapamiętywać raz na zawsze.

Miałam kiedyś przyjemność prowadzić warsztat z szybkiego czytania oraz rozwoju potencjału, w którym brały udział: dyrektorka przedszkola i dyrektorka szkoły podstawowej (chwała im za to!). Oczywiście pod koniec padło TO ważne pytanie. "Dlaczego nie uczą tej wiedzy w szkole?" Oczy wszystkich zwróciły się w stronę pań dyrektorek.

Niedawno wpadła mi w ręce książka "Silent Reading" z 1922 roku autorstwa profesora Uniwersytetu Illinois J. A. O`Briena. Autor opisuje w niej szereg badań prowadzonych w Europie i USA właśnie na temat efektywności czytania i pracy umysłowej.

Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego skąd w ogóle pochodzi metoda nauki czytania, którą zastosowali na Tobie, na mnie, naszych rodzicach i dziadkach nasi edukatorzy?

Ok 1840 r. w Prusach uznano, że trzeba uczyć czytania powszechnie, ponieważ dzięki temu żołnierze podczas bitew myślą bardziej samodzielnie i potrafią lepiej walczyć (co za ironia, nie sądzisz?). Wtedy zaczęto organizować ogólny system oświatowy (czytanie i liczenie), w którym propagowano naukę czytania zaczynając od poznania liter, składania ich w sylaby, a dopiero potem w słowa.

Jest to również ciekawa historia, ale warto na nią poświęcić kolejną notkę, zatem pamiętaj by tutaj zaglądać.

Wracając do badań opisywanych przez O`Briena. Okazuje się, że już w 1886 r. w Lipsku Cattel odkrył, że system Pruski ma "bug" (jest to informatyczne określenie błędu w programie - przez takie "bugi" w przeglądarce Internet Explorer hackerzy potrafią się włamać do Twojego komputera)

Cattel odkrył, że tym błędem ("bugiem") w pruskim systemie nauki czytania jest zaczynanie od liter alfabetu. Doszedł do wniosku, że czytamy całe słowa. Mózg nie składa liter w sylaby, ani sylab w wyrazy. Rozpoznaje natychmiast całe słowa!

Tak jak Internet Explorer traci systematycznie zwolenników, tak literatura systematycznie traci czytelników. Połowa Polaków deklaruje, że przeczytała 1 książkę w roku (oby, nie była to jedynie pusta deklaracja pod presją ankietera).

To w jaki sposób większość z nas uczyła się czytania było nudne, męczące i nieprzyjemne. Z tego prostego faktu większość z nas dokonała w swoich głowach uogólnienia "czytanie jest nudne".

Drugim "bugiem" systemu pruskiego było czytanie na głos. W końcu nauczyciel musi mieć kontrolę i możliwość sprawdzenia czy uczeń dobrze literuje - to zupełnie logiczne.

I znowu kolejne badania przeprowadzone przez Baina w 1868 r. udowodniły, że wokalizowanie (będące wynikiem właśnie nauki przez głośne czytanie) jest najważniejszą blokadą tempa czytania! Wymawianie tekstu w myślach powoduje, że nie można czytać szybciej niż się mówi - to również logiczne. Zatem najważniejszym sposobem na przyspieszenie tempa jest przeniesienie presji z "przegryzania tekstu" i wymawniania w myślach każdego słowa, po prostu na przyspieszanie tempa.

Zauważ jak dawno temu znano blokady i problemy, które wywołane były pruską metodą nauki czytania... to było grubo ponad 100 lat temu. Najzabawaniejsze jest to, że O`Brien w swojej książce opisuje metody przyspieszania czytania stosowane w dzisiejszych "nowoczesnych" kursach szybkiego czytania.

Podsumowując:

Minęło 140 lat od odkrycia, że głośne czytanie powoduje powstanie negatywnego nawyku wymawiania czytanego tekstu w myślach, co obniża tempo czytania, burzy koncentrację i pogarsza rozumienie tekstu. W szkole podstawowej dalej wymaga się od uczniów 15 minut głośnego czytania dziennie w celu nauki czytania.

Mimo, że od 122 lat wiadomo, że czytamy całe słowa, nasze dzieci dalej są uczone od alfabetu, składania liter i sylabowania.

Twój prapradziadek żył w czasach, gdy ta wiedza była dostępna. Jednak ani on, ani jego syn oraz wnuk ani nawet TY nie dostali tej wiedzy tam, gdzie powinno się jej uczyć, czyli w SZKOLE!

Czyżby te techniki były ukrywane przed nami? Jak myślisz?

Zapraszam do komentowania.

PS. Na wspomnianym przeze mnie wcześniej szkoleniu, jedna z dyrektorek czująca ciężar padających na nią spojrzeń odparła "To są naprawdę nowoczesne techniki..." i nabrała wody w usta. Mam nadzieję, że w jej szkole od mojego szkolenia zmieniło się choć trochę na lepsze.

PPS. Chcesz poznać na prawdę nowoczesne techniki czytania? Poznaj Magię Czytania »




W sumie nie jestem autorem tekstu, ale z chęcią popolemizuję z Tobą Mario. Nie miałem okazji czytać książki, którą polecasz i byłoby prawdopodobnie dla wszystkich bardziej wartościowo, żebyś przytoczyła jakieś konkrety z tj książki, które popierałyby Twoją wypowiedź. Uważam, że celem komentarz jest dzielenie się swoimi doświadczeniami i opiniami w sposób maksymalnie konstruktywny. Natomiast konstruktywność krytyki najczęściej w komentarzach kuleje. Mimo to publikujemy te komentarze. W swoim komentarzu używasz magicznej liczby "60 godzin". Zupełnie nie rozumiem jaki to ma związek z tym artykułem, który nie mówi nic o czasie nauki czytania. To tak jakbyś sugerowała, że ktoś uczy kogoś czytać i pisać w języku rosyjskim w 60 godzin zaczynając od uczenia go alfabetu. Być może tak jest. Dorosły Polak może się nauczyć mówić po włosku w 48 godzin (7 dni po 8 godzin), więc do tego jeszcze parę godzin na pisanie i można by się zmieścić w tej magicznej sześdziesiątce. Jednak metoda za pomocą, której to się odbywa koncentruje się na mówieniu od razu całych wyrazów i nauce konkretów, a alfabet jest gdzieś zupełnie przy okazji niejako samoistnie przyswajany. Generalnie różnica polega na tym, że dzieci uczone czytania najpierw wyrazami (alfabet dopiero po poznaniu kilkuset podstawowych wyrazów) czytają naturalnie od początku z tempem 800-1200 słów na minutę (4 razy szybciej niż ich nauczyciele hiehie), a dziecko uczone tradycyjnie czyta 180-250 snm (przez całe swoje życie najczęściej).

Proponuję, by autor tekstu nauczył szybko czytac np. po rosyjsku osobę, która nigdy wcześniej cyrylicy nie widziała, oczywiscie bez zaznajamiania ucznia w poczatkowej nauce z kolejnymi znakami, bo przeciez wychodzenie od liter jest "bugiem". Ciekawi mnie, czy po 60 godzinach nauki ów uczeń będzie w stanie przeczytać kazdy tekst po rosyjsku. A i oczywiscie po tych 60 godzinach nauki uczeń powinien być w stanie także pisać po rosyjsku. a poza tym polecam lekturę Krystyna Sochacka "Rozwój umiejętności czytania", to opis współczesnych badań nad nauka czytania u dzieci

Apropos wypowiedzi Piotra: Uwielbiam takie kąski, jak Twoja wypowiedź mniam. Które badania naukowe udowodniły, że cytuję "Bez wymawiania czytanych słów w głowie nie jesteśmy w stanie zrozumieć czytanego tekstu"? Badania, które opisałeś mówią o czymś odwrotnym. Mianowicie, że czytający szybko zrozumieli czytany tekst w podobnym stopniu co czytający tradycyjnie. Gdzie tutaj logika? Kolejny cytat: "Więc proszę nie wpuszczać ludzi w maliny i twierdzić, że aby szybko czytać trzeba wyeliminować wymawianie tekstu w głowie." W którym dokładnie miejscu artykułu jest napisane, że "aby szybko czytać należy wyeliminować wymawianie w myślach"? Widzisz, w artykule jest bardzo precyzyjnie napisane: "przenieś koncentrację z walki z subwokalizacją na trening szybkiego spostrzegania (przyspieszania)". Zatem nie zaprzeczamy, a właśnie potwierdzamy to co mówi Buzan. Kolejny cytat: "Nie wiem więc jak wszyscy trenerzy szybkiego czytania mogą twierdzić, że są mądrzejsi niż on (Buzan)." Znasz wszystkich trenerów szybkiego czytania i słyszałeś od nich, że są "mądrzejsi od Buzana", czy też jest to Twoje kolejne założenie bez żadnych podstaw? Proszę Cię następnym razem o troszkę rozwagi w wyciąganiu ogólnych wniosków. To Ci się bardzo przyda w życiu :) Apropos testów zrozumienia to trudno komentować przytoczone przez Ciebie badania. Przede wszystkim bardzo dużo osób myli testy zapamiętania z testami zrozumienia. Tak samo często badacze nie znając dokładnie zagadnienia ukierunkowani na obalanie szybkiego czytania testując zapamiętanie piszą, że przetestowali zrozumienie i na odwrót. W czytaniu przy obojętnie jakiej prędkości zapamiętanie po jednokrotnym przeczytaniu wynosi 10-20% (w zależności od trudności tekstu). Widzisz piszesz, że w jakimś badaniu szybko czytający mieli 50% ZAPAMIĘTANIA, a potem dodajesz, że to nie dopuszczalny wynik dla testów ZROZUMIENIA. Tak masz rację :) tylko, że zastanów się nad jedną rzeczą. Ile zrozumiałeś z tego co do tej pory napisałem? (100%?), a ile będziesz jutro pamiętał? (5%?). Generalnie jest to temat rzeka, ale mam nadzieję, że rozwiałeś część wątpliwości.

Jak mają tego w szkole uczyć skoro nauczyciele również czytają w tradycyjny sposób. W mojej edukacji, począwszy od podstawówki do końca liceum, gdy pytałem nauczycieli jak można szybko przeczytać lekture, odpowiedź zawsze brzmiała: "musisz czytać na głos, od początku do końca":/ Dobrze, że sobie zadałem trud i napotkałem w swych poszukiwaniach autora T. Buzana:)

Szkoda tylko, że podane tutaj badania na temat czytania są jak na młodą dziedzinę wiedzy - czyli psychologię i pedagogikę - na dzień dzisiejszy przestarzałe. Czytamy po to, aby zrozumieć. Bez wymawiania czytanych słów w głowie nie jesteśmy w stanie zrozumieć czytanego tekstu i to udowodniły badania psychologiczne. Osoby szybko czytające pomimo, że użyły techniki szybkiego czytania na tekście i przeczytały go kilka razy podczas gdy standardowi czytelnicy przeczytali tekst tylko jeden raz, byli w stanie odpowiedzieć prawidłowo na mniej więcej tyle samo pytań z zapamiętania tekstu. Więc zastosowano taki sam rodzaj testu jak na kursach szybkiego czytania czyli a, b, c, d. Zaznaczam, że zapamiętanie czytanego tekstu nie oznacza tego samego co zrozumienie. W innym eksperymencie pozwolono przeczytać tekst tylko raz. Oczywiście szybcy czytelnicy przeczytali go okolo pięc razy szybciej ale w następującym teście zapamiętania typu a,b,c,d osiągneli oni co najwyzej wynik 50-60%. Taki wynik jest nie dopuszczalny przy testach na zrozumienie. Gdy zastosowano test typu otwartego róznice były jescze bardziej widoczne. Szybcy czytacze osiągali około 30% pamiętania. Wynik żenujący. Więc proszę nie wpuszczać ludzi w maliny i twierdzić, że aby szybko czytać trzeba wyeliminować wymawianie tekstu w głowie. Przecież nawet najbardziej znany propagator szybkiego czytania Tony BUZAN twierdzi, że nie można i nawet nie trzeba wyeliminowywać wymawiania słów w głowie. Nie wiem więc jak wszyscy trenerzy szybkiego czytania mogą twierdzić, że są mądrzejsi niż oni.

Z tym krytykowaniem systemu edukacji to juz przesada. W szkole uczy sie dzieci po prostu od POCZATKU. Jesli w naszym jezyku kazdej literze odpowiada okreslony dzwiek, to chyba logiczne jest ze uczymy dzieci w taki sposob. Pismo jest wyrazem ludzkiej MOWY. W Chinach np gdzie uzywa sie systemu znak = wyraz, ludzie od dawna mieli problemy z wymowa rzadko uzywanych znakow, przyblizali sobie sylabami, i wymyslali rozne metody notowania brzmienia znakow. Drugi argumentem za glosnym czytaniem, jest sama nauka glosnego czytania :). Przeciez czesto zdarza sie w zyciu potrzeba przeczytania czegos na glos. Tak ze proponuje nie obalac obecnego systemu, ale po prostu dolozyc do niego techniki szybkiego czytania. Dlaczego zatrzymujemy sie na pierwszych klasach podstawowki? Nauka czytania powinna byc dalej kontynuowana, od alfabetu az do czytania fotograficznego :)

No to pojawia się przed Wami ciekawe wyzwanie :p Stworzenie sieci szkół/ przedszkoli z wyjątkowymi nauczycielami, którzy będą w stanie przekazać jakże cenną wiedzę swoim uczniom. Prawa rynku doprowadzą do tego, że ten poziom stanie się standardem, kiedy już zarobicie na tym krocie ;) Powodzenia ! :)

Cześć, Moja działka to ekonomia. W ekonomii też można zaobserwować zjawisko, że wszyscy wiedzą, że jest „nie tak”, wszyscy wiedzą jak powinno być „tak” a jednak dalej jest „nie tak”. Jeden ekonomista (Milton Friedman) nawet zatytułował bardzo ładnie książkę na ten temat – „TYRANIA STATUS QUO”. Ten tytuł to kwintesencja problemu. Prawda, że ładny? Ciągnąc wątek ekonomiczny to w świątecznej Polityce był artykuł na podobny temat. Jego konkluzję odbieram tak, że nieraz jak się chce doprowadzić do pozytywnych zmian to trzeba doprowadzić najpierw do kryzysu. Link dla ciekawych http://www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3358533 Widzę analogię między tymi dziedzinami. Ale w spiskowe teorie nie za bardzo wierzę. Tu nie ma zbyt dużo filozofii. Po prostu WIEDZA a DZIAŁANIE to dwie różne rzeczy. Pozdrawiam,

Gratulacje !! Wspaniały artykuł.

Trafiłem tu niedawno! Świetna sprawa!:)

Myślę, że powodem tego, że ludzie nie zauważyli tych bug'ow były negatywne przekonania od nauczyciela który tak sie uczył poprzez rodzica który wierzył ze tak właśnie ma być, że trzeba ciężko pracować itd. Sądzę, że dawniej to co proste i łatwe ludzie uważali jako złe i , że "to dzieło szatana":D


     



 

Utwórz nowe konto | Zapomniałem hasła

 

:
: